3 kwietnia 2016

Stwórz sobie idealne warunki do nauki




Without a great solitude no serious work is possible - Pablo Picasso

W swojej - relatywnie dość krótkiej - karierze korepetytora zdążyłam wydeptać już wiele ścieżek. Część z nich prowadziła do domów, których kątów najchętniej bym nie opuszczała, inne wspominam raczej jako neutralny grunt. W tym zestawieniu znalazło się jednak kilka miejsc, do których w żaden możliwy sposób nie mogłam się przekonać (a próbowałam!). W pewnym momencie, gdy tych miejsc odpychających mnie już na starcie było więcej, niż całej reszty, zaczęłam się zastanawiać, co tutaj jest nie w porządku. 

Co odróżnia niektóre domy od pozostałych? Dlaczego w jednych nawet najtrudniejsze zawiłości gramatyczne wydają się banałem, podczas gdy w innych po upływie wyznaczonego czasu biję się z własnymi myślami, czy wziąć pieniądze za moją pracę? Przecież tutaj nie chodzi o takie głupstwa, jak kolor ścian, czy poczucie przestrzeni. Sama przez pięć lat studiów mieszkałam w najróżniejszych warunkach, więc jestem chodzącym przykładem na to, że można się z powodzeniem (na)uczyć nawet w obskurnej kuchni z oknem wychodzącym na urokliwy śmietnik. 

Ile nauki w "nauce"?
Żyją na świecie ludzie, którzy skrupulatnie się do wszystkiego przygotowują i wypisują w zgrabnych rubryczkach zadania na najbliższe dziesięć lat. Nieważne, czy to kartkóweczka z ostatnich trzech lekcji, czy poważny egzamin maturalny, głośno żalą się (czy też chwalą), ile to czasu nie poświęcili na opanowanie danego materiału: tygodnia, czasem miesiąca. Liczą na twoje uznanie dla włożonego przez nich wysiłku i obrażają się na cały świat, gdy ich trud nie kończy się oszałamiającym sukcesem.
Zapewne znacie jednak i takich, którzy z rozbrajającym uśmiechem stwierdzają na dzień przed egzaminem, że teraz mogą zacząć się uczyć. Albo ludzi, którzy wszystkie projekty rozpoczynają dopiero wtedy, gdy deadline wisi im nad głowami jak topór. I pewnie drapiecie się po głowach ze zdumienia, jak oni to robią, że nie dość, że się wyrabiają z obowiązkami, to na dodatek osiągają sukcesy. Czy to jakiś spisek? A może czary? Zmieniacz czasu podpatrzony u Hermiony? 
A może po prostu potrafią się skoncentrować*? 

Miałam kiedyś ucznia, powiedzmy - Kamila. Chłopak piętnastoletni, grzeczny, rezolutny, słowem: materiał na co najmniej czwórkowego gimnazjalistę. Dziwnym trafem, jakoś nie potrafił przebić się przez gąszcz dopuszczających i od wielkiego dzwonu komunikował mi, że dostał tróję.  Z racji tego, że zajęcia początkowo odbywały się w moim mieszkaniu, nie dostrzegałam żadnych niepokojących sygnałów. Owszem, od rodziców i nauczycieli dowiedziałam się, że chłopak często jest rozkojarzony i ma problemy z zapamiętywaniem nieco bardziej skomplikowanych zagadnień, ale na pierwszy rzut oka, nie było tragedii. Na pytania całkiem sprawnie odpowiadał, prace domowe (lepiej lub gorzej) odrabiał, rodzice poświadczali, że nad książkami spędzał całe popołudnia. Nie miałam do czego się przyczepić.

Gdy jednak zaczęliśmy spotykać się u niego, sprawy zaczęły przyjmować nieco inny obrót.  Przede wszystkim rzuciło mi się w oczy kilka istotnych kwestii:
  1. W pokoju Kamila panował nieład. Poszukiwania piórnika lub odpowiedniego zeszytu trwały u niego dobre kilka minut.
  2. Na jego biurku, poza odnalezionym piórnikiem i zeszytem, można było znaleźć: sterty szkolnych podręczników (nawet te z lat poprzednich), tablet, niedojedzone kanapki, telefon, laptop, kilka kompletów poplątanych słuchawek, krem do rąk, kubek z niedopitą herbatą, zabawki młodszego brata, ramki ze zdjęciami, dezodorant, szkolny kalendarz (czas zatrzymał się na wrześniu), połamane ołówki, zabawki psa, kilka pendrive'ów... A spod tego wszystkiego wyzierała jeszcze pstrokata mapa polityczna świata.
  3. Chłopiec nie rozstawał się z telefonem, który dzwonił średnio co dziesięć-piętnaście minut. Nietrudno wyliczyć, że w trakcie półtoragodzinnej sesji, jego dźwięk rozbrzmiewał częściej, niż było to na moje nerwy. Na nic zdały się polecenia i prośby, żeby telefon wyciszyć lub wyłączyć - zawsze połączenie było ważniejsze od rozbioru logicznego zdania. Bo to dzwoni moja dziewczyna. A teraz kolega chce wiedzieć, czy sprzedam mu konsolę. O, widzi pani, to tata, musi mi powiedzieć, gdzie zostawił mi pieniądze...

Historia bez happy endu?
Jak Kamil miał cokolwiek zapamiętać, skoro co kilka chwil tracił z oczu i głowy to, nad czym z takim mozołem pracowaliśmy? Nietrudno zgadnąć, że nawet najprostsze zadanie - napisanie krótkiej rozprawki, przeczytanie książki, czy nawet przejrzenie notatek zajmowało chłopcu całe godziny. Pomimo pozornie świetnych warunków (miał przecież własny, przestronny i jasno oświetlony pokój z ogromnym biurkiem oraz wszelkie udogodnienia technologiczne), jego wysiłki nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. Co z tego, że ślęczał godzinami nad książkami, skoro w rzeczywistości w tym samym czasie jego uwagę przykuwały dziesiątki innych rzeczy?


Na nasze szczęście, tego typu problem można stosunkowo szybko i bezboleśnie rozwiązać. Najpierw skupiłabym się na stworzeniu idealnych warunków do nauki, a dopiero potem - rozwoju i kształtowaniu umiejętności sterowania koncentracją. W ten sposób nie tylko oczyścimy naszą przestrzeń z rozpraszaczy, lecz także przygotujemy swój umysł do intensywnej pracy. Prawda stara jak świat, a wciąż próbujemy być ponad.

Od czego by tu zacząć?
  1. Na biurku powinny zostać tylko najpotrzebniejsze rzeczy: zeszyt, podręcznik, piórnik. 
  2. Warto zorganizować sobie coś do picia, żeby uniknąć przedłużających się wycieczek do kuchni.
  3. Pozbądź się wszystkich rozpraszaczy - nasz mózg potrzebuje ok. 20 minut, aby powrócić do stanu całkowitego skupienia, więc bez ociągania:
    • wycisz/wyłącz telefon - ziemia nie przestanie się kręcić tylko dlatego, że nie odpisałeś na tamtą wiadomość;
    • wyłącz komputer, a jeśli masz na nim potrzebne materiały, przynajmniej odłącz się na jakiś czas od Internetu - dzięki temu nie będziesz czuł potrzeby zaglądania co pięć minut na fejsa;
    • zakomunikuj rodzinie, że się uczysz i potrzebujesz spokoju
  4. Sporządź plan nauki - uwzględnij przy tym, czego konkretnie chcesz się nauczyć i w jakim czasie. Określenie ram czasowych działa mobilizująco, a sprecyzowanie poszczególnych zadań pomaga skupić się na konkretnym zagadnieniu.
  5. Pamiętaj o przerwach - twój cykl pracy powinien trwać nie więcej niż godzinę i kończyć się kilkuminutowym relaksem. W tym czasie dobrze jest przewietrzyć zarówno pokój, jak i swoją głowę.

Facetka radzi:
  • nie zasiadaj do nauki tuż po posiłku - daj swojemu mózgowi chwilę na zajęcie się żołądkiem, później będzie rozważał sens istnienia Wszechświata;
  • temperatura w twoim pokoju nie powinna przekraczać dwudziestu kilku stopni - upał naprawdę nie służy naszej koncentracji;
  • ekran komputera powinien stać pośrodku biurka - zapobiegnie to skrzywieniom kręgosłupa. Idealnie byłoby także, gdyby górna krawędź ekranu znajdowała się na wysokości oczu;
  • jeśli dotychczas uczyłeś się przy muzyce i nie przeszkadzała ci ona w przyswajaniu materiału, nie rezygnuj z niej. Jednak jeśli na siłę słuchasz barokowych kompozycji, bo ktoś kiedyś ci wspomniał o "efekcie Mozarta", zapoznaj się z tym artykułem (ENG) i nie rób sobie krzywdy.
  • jesteś wrażliwy na bodźce zewnętrzne? Zawczasu sprawdź, czy żaden kran nie cieknie, w kaloryferach nie stuka, a sąsiad z dołu nie rozpoczyna właśnie prób przed najnowszym sezonem The Voice of Poland. Jeśli jednak nadal denerwuje cię mruczenie twojego kota, spraw sobie stopery do uszu. To najtańszy i najskuteczniejszy sposób na odnalezienie skrawka ciszy w tym hałaśliwym świecie.

*Uprzedzając wszelkie pytania - nie, nie zachęcam do uczenia się na ostatnią chwilę. Zarówno z psychologicznego, jak i czysto fizycznego punktu widzenia jest to praktyka szkodliwa, podnosząca ciśnienie krwi i poziom hormonu stresu. Pół biedy, jeśli zdarza się to sporadycznie (może to działać stymulująco), natomiast zdecydowanie gorzej, gdy jest to twój pomysł na życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz